Blog > Komentarze do wpisu

Zespoły ds. pomocy uczniom z indywidualnymi potrzebami edukacyjnymi

Uff... nareszcie Ministerstwo pokazało ludzkie oblicze i wycofało się z idiotycznego pomysłu p. Hall przewidującego tworzenie zespołów ds pomocy uczniom. Całe szczęście bo biurokratyczna machina już ruszyła i miałem okazję jesienią podpisywać stertę papierów dublujących już istniejącą dokumentację (dziennik, dokumentacja wychowawcy, psychologa itp.). Dobrze ktoś zauważył, że są to działania pozorne i nieefektywne, bo po co stwarzać jakiś tam zespół, jeżeli działania mające na celu pomoc uczniom z problemami lub zdolnościami, są prowadzone tak czy tak. Przecież obieg informacji funkcjonuje a jakie znaczenie ma, że jako wychowawca z fizykiem pogadam w tym tygodniu, z polonistką w następnym, a z wuefistą przez telefon. Żadne. Nie spotkamy się w sprawie naszych kilkudziesięciu „przypadków”, bo: pracujemy w różnych godzinach, jeździmy na indywidualne, dorabiamy w różnych szkołach, mamy dyżury, mamy swoje dzieci, rodziny i zobowiązania z tym związane. Przecież zawsze było tak, że informacje o uczniach przekazywane były zainteresowanym nauczycielom i oni doskonale wiedzieli co z tymi informacjami robić. Z zespołami czy bez, działania są podejmowane. Do kogoś to w końcu dotarło.

Jednak z dobrymi decyzjami wypadało by iść za ciosem, lecz widzę, że Ministerstwo zrobiło tylko pół kroku do przodu. Bo skoro pedagog i wychowawca wiedzą co robić, to pomóżmy im, by ich działania były skuteczne. Nie ulega wątpliwości (wszystkie statystyki to potwierdzają) , że skala problemów we współczesnej szkole jest na niespotykanym wcześniej poziomie. Przyczyn jest wiele: zmiany cywilizacyjne, mnogość impulsów z zewnątrz, uzależnienie od gadżetów i sieci, goniący za pracą rodzice, można by wymieniać jeszcze więcej. Dzienniki pedagogów szkolnych pękają w szwach od informacji. A w ilu szkołach pedagog zatrudniony jest na cały etat? Coś co w dzisiejszych czasach powinno być standardem w wielu gminach jest nie do przejścia (w mojej szkole pedagog jest na pół etatu, psychologa brak). Może więc określić na ile przypadków powinien przypadać jeden pedagog szkolny, bo na razie w małej szkółce, gdzie jest np. 20 uczniów z problemami, przypada pół etatu i w większej, gdzie jest 100 trudnych przypadków, także pół etatu. Tak trudno to dostrzec?

Może wspomóc wychowawców, którzy mają pod opieką po 30 osób i przydzielić im do pomocy drugiego wychowawcę (korzystajmy z zachodnich wzorców). W dzisiejszych czasach wychowawca ma więcej pracy (więcej trudnych przypadków, mniejsza współpraca rodziców lub jej brak, poluzowanie norm zachowania, mega problemy z frekwencją w szkole itp.). Czy ktoś to widzi? Może podnieść dodatki za wychowawstwo? Bo nauczyciel wychowawca ma płacone praktycznie tyle samo co zwykły nauczyciel (nie licząc 50 zł jałmużny dumnie zwanej dodatkiem) a pracy dwukrotnie więcej.

Może częściej zatrudniać pielęgniarki szkolne na cały etat (przeważnie są na pół etatu...), bo jak słusznie zauważa młodzież, ten wymiar nie przystaje do potrzeb... Mówią: „Skoro pielęgniarka szkolna jest tylko we wtorki, środy i piątki, to co mam zrobić w czwartek, gdy będę potrzebować jej pomocy?” (cytat oryginalny). W końcu nauczyciel tabletek podać nie może.

Ja – nauczyciel i wychowawca – wiem co można REALNIE zrobić. Ministerstwo i samorządy słuchać nie chcą. W końcu lepiej powołać zespół, będzie coś na papierze i jakby coś się działo, to urzędnicy będą czyści. Tak jest taniej. A że efekt żaden? A komu tu zależy na efektach, skoro rozlicza się z działań, nawet najbardziej bzdurnych.

piątek, 28 grudnia 2012, jarek_blo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: