Blog > Komentarze do wpisu

Jeszcze o podręczniku do klasy 1

Oj... zaczyna się wojenka z wydawnictwami. A nie mówiłem, że tak łatwo nie popuszczą, w końcu to kawał dość drogiego tortu, czyli pewne 300 zł od każdego „łebka” idącego do 1 klasy. Zaczyna się przepychanka w świetle kamer. Plagiat czy wykorzystanie własnego pomysłu sprzed lat? Nie było by z tym problemu, gdyby premier się z tym pomysłem tak niespodziewanie nie wyrwał. A tak, powiedział, że na pierwszego września ma być gotowe i basta. Z premierem się widać nie dyskutuje, nawet jak mówi głupoty. Jak za komuny, malowanie trawnika, bo ma być ładnie.

A trzeba było na spokojnie. Gdyby dał więcej czasu, to takich sytuacji by nie było. Samo przetestowanie podręcznika na dzieciach trwa długo, świadomość tego ma każdy autor. Przecież każdy, kto jest w temacie wie, że takiego podręcznika nie pisze się w kilka miesięcy, bo wyjdzie albo fuszera, albo trzeba skorzystać z gotowców. Tutaj skorzystano z gotowych pomysłów i dobrze, bo inaczej była by fuszera. No ale jak korzysta się z wcześniej publikowanych gotowców, to trzeba mieć świadomość, że mogą być kłopoty natury prawnej. Czy naprawdę ktoś bał się Tuskowi to powiedzieć? A może z niego taki dyktator się zrobił, że nie znosi, gdy jego polecenia nie są wykonywane? A przecież od początku mówiono, że czasu jest za mało... Media trąbiły ustami ekspertów! Może więc chodziło o prezent w roku wyborczym? Oj nieładnie by to było Panie Premierze, mieszać politykę z edukacją pierwszaków.

A ja bym wrócił do elementarza Falskiego. Iluż nauczycieli nauczania początkowego mi to już mówiło... to też o czymś świadczy. A pisać, robić szlaczki i rysować, można w zeszytach. Czy to taka wielka filozofia? Zamiast pakietu za 300 zł, mielibyśmy podręcznik za około 30 zł i kilka zeszytów po 1-2 zł za sztukę, do tego blok rysunkowy. Całe pokolenia tak się uczyły, bo przecież chodzi tylko o to, by w pierwszej klasie nauczyć dziecko pisać i czytać... Do tego Falski się nada. Nowe pakiety raczej nie sprawiają, że nauczanie jest efektywniejsze i nowocześniejsze. Są wygodne, to fakt, ale też drogie i ogłupiające, bo czy trzeba aż profesjonalnych kart pracy by pokazać jak robić szlaczek, lub napisać literkę czy cyferkę? Gdzie kreatywność? Wiadomo... chodzi o niezły biznes. Zresztą... te wszystkie nowe podręczniki, to mniej lub bardziej kopiowanie Falskiego. No i jest jeszcze jedna „zaleta”. Autor nie żyje, więc nie będzie zawiści, że tej pani elementarz przeszedł a mój nie.

Jako ojciec pierwszoklasisty i trzecioklasisty (który przecież niedawno w pierwszej klasie był), wydałem kupę kasy na uzupełnianki, które nie wnoszą nic, poza tym, że są bardziej kolorowe od zeszytów. Wszystko co tam robili, można by zrobić w zeszycie w linie lub w kratkę, albo w bloku rysunkowym.

czwartek, 15 maja 2014, jarek_blo

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: